PNG Optimizer v2.0
Wrzuć obrazek i dostaniesz lżejszy plik pod web. Teraz z obsługą AVIF. Zawsze zwracamy plik nie większy niż wejściowy.
Kiedy kilka dni temu publikowaliśmy na WebFlux wpis o tym, do jakich formatów eksportuje Affinity, łatwo było odnieść wrażenie, że temat jest właściwie zamknięty. Lista wygląda przecież bardzo szeroko: JPEG, PNG, GIF, TIFF, SVG, EPS, PDF, PSD, EXR, HDR, TGA czy EPUB Fixed Layout. To nie jest skromny zestaw. To jest zestaw, który pokazuje, że Affinity naprawdę dobrze radzi sobie z różnymi typami pracy — od grafiki na stronę, przez materiały do druku, po bardziej techniczne workflow.
I właśnie dlatego brak jednego formatu staje się dziś tak widoczny.
Bo jeśli program obsługuje tak wiele dróg wyjścia, to naturalnie zaczynamy oczekiwać, że domknie również tę drogę, która prowadzi do współczesnego webu. A tam coraz częściej pojawia się pytanie już nie tylko o JPG, PNG czy WebP, ale także o AVIF. Nasz wcześniejszy tekst o WebP pokazywał przecież ten sam mechanizm: internet od dawna szuka formatów, które lepiej łączą jakość, wagę pliku i praktyczne zastosowanie na stronie.
Tu jednak zaczyna się zgrzyt.
Affinity ma szeroki eksport, ale AVIF nadal tam nie ma
To nie jest nowe odkrycie ani chwilowy brak, który pojawił się w jednej wersji programu. W publicznych dyskusjach użytkowników Affinity pytania o AVIF wracają od lat. Na forum Serif już w 2023 padała wprost odpowiedź, że Affinity Photo nie obsługuje AVIF, a Serif nie komunikuje żadnego terminu ewentualnego wdrożenia.
To drobny szczegół tylko z pozoru. Bo w praktyce oznacza on bardzo konkretną rzecz: nawet jeśli projekt został świetnie przygotowany w Affinity, nawet jeśli cały etap edycji przebiegł tam bez zarzutu, to końcowy eksport do internetu wciąż może wymagać jeszcze jednego kroku poza samym programem. To właśnie ten moment, w którym szeroka lista formatów okazuje się szeroka, ale jednak niepełna.
I to jest moim zdaniem ciekawsze niż sama narzekawcza teza, że „Affinity nadal czegoś nie ma”.
Bo prawdziwe pytanie nie brzmi dziś: czy Affinity powinno wspierać AVIF. Oczywiście, że powinno. Znacznie ciekawsze jest pytanie, co zrobić teraz, kiedy realny workflow strony internetowej nie kończy się już na PNG albo JPG.
W pewnym momencie przestaliśmy czekać
Można było zrobić to, co zwykle robią użytkownicy oprogramowania. Czyli wrócić na forum, dopisać kolejny głos do długiej listy próśb, obserwować aktualizacje i mieć nadzieję, że może tym razem ten jeden brak zostanie w końcu załatwiony.
Ale można było też spojrzeć na problem inaczej.
Jeśli Affinity świetnie ogarnia etap tworzenia grafiki, a nie domyka ostatniego etapu publikacji do webu, to może nie trzeba od niego wymagać, żeby był wszystkim naraz. Może lepiej potraktować eksport internetowy jako osobny, świadomy etap pracy. Taki, który dzieje się już po Affinity, ale nadal jest częścią jednego sensownego workflow.
I właśnie z tej potrzeby wyrósł ImgOpti v2. Według opisu narzędzia przyjmuje ono plik wejściowy i pozwala wygenerować wynik m.in. jako PNG, WebP albo AVIF, działa lokalnie w przeglądarce, bez zewnętrznego API, i zostało pomyślane właśnie jako etap przygotowania plików pod internet.
To nie jest próba zastąpienia Affinity. To jest raczej dopisanie brakującego końca do procesu, który wcześniej urywał się odrobinę za wcześnie.
I właśnie to jest najciekawsze w całej historii
Bo ten wpis nie jest tak naprawdę o samym AVIF. Jest o czymś bardziej współczesnym.
Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o programach jak o zamkniętych światach. Wchodzisz do narzędzia, robisz pracę, klikasz export, wychodzisz. Jeden program miał dawać poczucie pełności. Problem w tym, że nowoczesny workflow coraz rzadziej mieści się w jednej aplikacji.
Szczególnie wtedy, gdy praca kończy się nie na „gotowym pliku”, tylko na pliku gotowym do użycia w konkretnym środowisku. A środowisko webowe rządzi się dziś własną logiką: liczy się nie tylko to, czy obraz wygląda dobrze, ale też ile waży, jak szybko się ładuje i jaką drogą trafia do użytkownika.
W tym sensie Affinity nie przestaje być świetnym narzędziem do grafiki. Ono po prostu nie musi już być ostatnim etapem publikacji do internetu. I może właśnie tu kryje się najuczciwsza odpowiedź na pytanie o brak AVIF.
Nie: „Affinity zawodzi”.
Raczej: „Affinity kończy edycję, ale nie musi kończyć całego workflow”.
Poprzedni wpis o formatach zyskuje przez to drugie dno
Kiedy patrzyliśmy na listę eksportów w Affinity, można ją było czytać jak listę możliwości. I to nadal jest prawda. Ten program daje szeroki wybór wyjść i trudno to kwestionować. Ale po uruchomieniu ImgOpti v2 ta sama lista zaczyna wyglądać trochę inaczej.
Już nie jak lista zamknięta, tylko jak etap pośredni.
JPEG nadal ma sens. PNG nadal ma sens. WebP nadal ma sens. Tyle że dziś końcowe pytanie nie brzmi już wyłącznie „co umie wyeksportować Affinity?”, ale raczej „jaki format rzeczywiście powinien trafić na stronę po przejściu przez cały workflow?”.
I wtedy brak AVIF nie jest tylko brakującą pozycją w menu eksportu. Staje się impulsem do przebudowania samego myślenia o publikacji.
ImgOpti v2 nie naprawia Affinity. Ono naprawia proces
To rozróżnienie warto zostawić wyraźnie.
Nie chodzi o to, że teraz mamy „lepsze Affinity”. Nie chodzi też o to, że AVIF staje się magicznym rozwiązaniem wszystkich problemów z optymalizacją obrazów. Chodzi o coś prostszego i bardziej praktycznego: o to, że jeśli program, którego używasz do projektowania, nie dowozi ostatniego etapu dla webu, możesz ten etap dołożyć sam.
I dokładnie to się tutaj wydarzyło.
Z jednej strony pozostaje Affinity z szerokim, sensownym eksportem i mocnym środowiskiem do pracy nad grafiką. Z drugiej pojawia się ImgOpti v2 jako etap końcowy — ten, który bierze gotowy materiał i dostosowuje go do realiów internetu, już z AVIF w zestawie.
To jest bardzo współczesny model pracy. Nie opiera się na wierze, że jedno narzędzie zrobi wszystko. Opiera się na budowaniu własnego procesu tam, gdzie gotowe oprogramowanie urywa się o krok za wcześnie.
I może właśnie tak trzeba dziś myśleć o narzędziach
Nie jak o kompletnych światach, ale jak o elementach większego układu.
Affinity nadal robi to, w czym jest dobre. Webowy eksport końcowy przejmuje coś innego. Użytkownik nie czeka biernie, aż producent uzupełni brak. Po prostu składa sobie workflow, który odpowiada jego realnym potrzebom.
W tym sensie ImgOpti v2 nie jest tylko narzędziem do kompresji czy konwersji. Jest odpowiedzią na bardzo konkretną lukę. A jednocześnie jest małym przypomnieniem, że czasem najciekawsze rzeczy w pracy z narzędziami nie dzieją się wtedy, gdy producent dodaje nową funkcję, tylko wtedy, gdy sami przestajemy czekać.

Affinity eksportuje prawie wszystko. Prawie — dlatego powstał ImgOpti v2
Podsumowanie
Affinity eksportuje naprawdę dużo i trudno mu to odbierać. Ale właśnie dlatego jego brak AVIF jest dziś tak odczuwalny. Publiczne wątki użytkowników pokazują, że temat wraca od lat i nadal nie ma jasnej deklaracji wdrożenia. Zamiast więc dopisywać kolejny głos do listy oczekujących, można było zrobić coś znacznie ciekawszego: potraktować AVIF nie jako brakującą funkcję programu, ale jako brakujące ogniwo workflow.

